Od początku adwentu w naszym domu dzieją się różne ciekawe rzeczy... A to wspólne przygotowywanie świątecznyc potraw (jak chociażby pierniczki z poprzedniego wpisu), poprzez świąteczne dekoracje wnętrz, po oczywiście KARTKI świąteczne, których w tym roku powstało naprawdę bardzo, bardzo dużo!:) To wszystko, czylina dobrą sprawę niemal cały grudzień w wielkim, fotograficznym skrócie:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzędziach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzędziach. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 grudnia 2014
wtorek, 19 sierpnia 2014
U babci jest zawsze słodko!
Zeszłej niedzieli, a w zasadzie bardzo wczesnego niedzielnego poranka, Hania postanowiła, że pomoże babci upiec ciasto. Tego dnia na obiedzie miała się spotkać rodzinka, tak więc okazja znakomita, by pogrzebać sobie nieco w mące, umoczyć paluszki w jajku i stworzyć kolejne kulinarne dzieło sztuki :)
Miska z mąką, dodajemy masło, wyrabiamy kruchy spód ciasta...
Wyrobione ciasto rozwałkowujemy do wielkości blachy...
A teraz czas na ubijanie białek do lekkiej pianki...
Na sam koniec układanie owoców i zalewanie wszystkiego ubitymi białkami jaj...
Nie muszę chyba wspominać o nieziemskim zapachu roztaczającym się po całym domu... U babci wszak zawsze jest słodko, a świat - jak to w piosence dzieci śpiewają - pachnie szarlotką :)... tym razem ze śliwkami ;)
sobota, 16 sierpnia 2014
Pizza rodzinna
Może ktoś zamawiał pizzę wieczorną porą? Wszystkich w domu naszła ochota, tak więc pracowite rączki obu dziewczynek zaangażowały się do tego przedsięwzięcia, jak zwykle całym sercem!
Tworzenie sosu pomidorowego jako składnika bazowego...
Krojenie ogórków, wyrabianie ciasta...
Każdy pomocnik wyposażony był oczywiście w fartuszek :)
Nakładanie ciasta na blachę...
Smarowanie sosem...
...i układanie wszystkich składników :)
A na koniec oczywiście rytualne wyjadanie resztek pozostałych po składnikach, w tym przypadku ukochanej kukurydzy :)
Pizza rodzinna się udała, smakowała, a radość i doświadczenie przy tym nabyte - w przyszłości tylko zaowocuje :)
niedziela, 10 sierpnia 2014
Letnie liście
Pewnego sierpniowego popołudnia pod ostrza haniowych nożyczek trafiły spacerowe zdobycze, czyli liście...
Liście okazały się bardzo wdzięcznym składnikiem twórczej pracy, którą Hania pod czujnym okiem cioci Gosi wykonała z nieukrywaną satysfakcją :)
wtorek, 10 czerwca 2014
Warsztaty plastyczne
Nasza Hania w ramach dni adaptacyjnych w swoim przyszłym przedszkolu uczestniczyła w warsztatach plastycznych. Bardzo jej się to spodobało, zwłaszcza możliwość tworzenia rączkami. Do dyspozycji miała też sporo różnych pędzli, narzędzi, bardzo twórczo spędzony czas!
wtorek, 20 maja 2014
Piankolina
Pojawiła się w naszym domu przypadkiem. Wcześniej nie znaliśmy tego. Została nam przyniesiona przez przyjaciółkę, której dziecko dostało ją od dziadków, czy też kogoś, ale straszzzznie się kleiła i nic się z tym nie dało zrobić - usłyszałam. "Wy na pewno zrobicie z tego użytek" - skwitowała kumpelka, zostawiając opakowanie 12 nowiutkich słoiczków masy piankowej pochodzenia biedronkowego...
"Piankolina" - czytam... i zanim puszczę ją w ręce Hani - wieczorem dokładnie badam zawartość i konsystencję poszczególnych kolorów...
Faktycznie - na pierwsze zetknięcie: strasznie lepiąca! Niteczkowe włókna ciągną się między palcami, oczami wyobraźni już widzę zniechęconą Hanię, która zamiast lepienia - wybiera spomiędzy paznokci cząstki tego czegoś...
Jest jednak w jej strukturze coś jeszcze. To maluteńkie, styropianowe kuleczki, średnicy może 2-3 milimetrów, które zatopione są w tym lepkim roztworze i które po dokładnym złączeniu ze sobą tworzą bardzo elastyczną masę plastyczną!
Eureka!
Wystarczyło tylko dokładnie wyrobić osadzone na dnie kuleczki z łącznikiem - lepką breją, a w kilka sekund powstawała bardzo elastyczna masa do ugniatania i tworzenia przestrzennych form!
Skoro mam to już rozpracowane - mogę z pełnym zaufaniem podsunąć ją Hani... i poczekać, co się będzie działo :)
Z piankoliny powstawały przeróżne ludziki, biedronki, a po wyschnięciu i stwardnieniu służyły do zabawy jako postacie w przeróżnych inscenizacjach ;)
Pieczemy ciasteczka!
Pewnego wtorkowego poranka, obudziwszy się jak zwykle o zbyt wczesnej porze, (jak dla nas - rodziców), nasze dzieci, a zwłaszcza Hania, potrafiąca dobitnie wyrazić, na co w danej chwili miałaby ochotę - zakomunikowała z niekrytym entuzjazmem w głosie, abyśmy upiekli ciasteczka!
Dochodziła godzina siódma... Zaspane myśli obiegły leniwie moją głowę, zastanawiając się, czy posiadamy wszystkie potrzebne składniki, aby przedsięwzięcie mogło się ziścić...
Masło - powinno być, ale z pewnością twarde jak kamień, bo prosto z lodówki, mąka, cukier, jajko... żadna filozofia ;) Ot, podstawy, a ile może czekać nas przy tym radości...
Momentu wyrabiania ciasta, rozwałkowywania go i ponownego ugniatania oczywiście nie sposób było uchwycić.. Wszystko potoczyło się błyskawicznie, mikrofalówka pomogła zmiękczyć masło, a reszta to już tylko proces twórczy...:)
Nowa faktura, miękka, lepka nieco, Alunia sprawdza wszystko swoimi paluszkami i o dziwo dłuuugo powstrzymuje się od włożenia ów masy do swojej buźki...
Poranny ziew ;) i poranna przygoda Pracowitych Paluszków, które wykonawszy ciasteczka nie omieszkały ich skonsumować w ramach rzecz jasna... śniadania ;)
Po południu dekorowałyśmy wystygnięte i odstane wypieki, jednak tak szybko, jak trafiał na nie lukier i posypki, tak szybko i one trafiały do małych brzuszków i tych trochę większych też!
A potem zostali nimi obdarowani nasi najbliżsi - babcie i dziadkowie, bo ilości były naprawdę bardzo, bardzo nie do przejedzenia we własnym tylko zakresie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















































